Wiesz, jest taki moment tuż za progiem domu – wracasz po całym dniu pracy, zamykasz drzwi i nagle czujesz, że coś z Ciebie schodzi, ramiona się luzują, oddech się pogłębia i możesz wreszcie przestać się pilnować. Dopiero wtedy zauważasz, jak bardzo byłaś spięta, jakby przez cały dzień na ramionach leżał ciężki koc.
To właśnie o tym chcę dziś napisać, o tej różnicy między tym, jacy jesteśmy naturalnie, a jacy stajemy się w pracy.
W pracy nie zawsze jesteśmy sobą
Każdy z nas ma swój naturalny sposób reagowania, komunikowania się, podejmowania decyzji czy budowania relacji, ale każdy z nas potrafi też się dostosować.
Inaczej zachowujemy się podczas spotkania z dyrektorem, inaczej w gronie najbliższych współpracowników, a jeszcze inaczej w domu. Czasem mówimy mniej, niż mamy do powiedzenia. Czasem jesteśmy bardziej stanowczy, niż czujemy się w środku. Czasem rezygnujemy z własnych pomysłów, żeby nie wychylać się z szeregu, co samo w sobie nie jest to niczym złym, ponieważ dopasowanie jest częścią funkcjonowania wśród ludzi. Problem pojawia się wtedy, gdy dopasowanie przestaje być wyborem, a staje się codziennym sposobem funkcjonowania. Wtedy nadwyrężamy siebie.
Profil naturalny i profil adaptowany
Pracuję na co dzień na badaniu MaxieDISC i tę różnicę można tu zobaczyć bardzo konkretnie.
Profil naturalny pokazuje nasz domyślny sposób działania. To sposób, do którego wracamy wtedy, kiedy czujemy się bezpiecznie, jesteśmy zmęczeni albo zaskoczeni i nie mamy już przestrzeni na świadome kontrolowanie każdego zachowania. To nie jest „lepsza” czy „prawdziwsza” wersja nas, lecz sposób, który jest dla nas najbardziej naturalny. Profil adaptowany pokazuje natomiast, jak dostosowujemy swoje zachowanie do otoczenia: do oczekiwań przełożonego, zespołu, kultury organizacyjnej, stanowiska, czyli do tego, co, naszym zdaniem, trzeba robić, żeby dobrze funkcjonować w danym miejscu.
I tutaj zaczyna się bardzo ciekawa sprawa, ponieważ każdy z nas adaptuje się trochę inaczej.
Każda adaptacja wygląda inaczej
Wyobraź sobie osobę, która ma mnóstwo pomysłów, szybko się zapala, lubi działać i dzielić się tym, co wymyśliła. Trafia jednak do zespołu, w którym każda nowa propozycja spotyka się z pytaniem: „A po co?”, „Czy naprawdę musimy?”, „A jak robiliśmy to wcześniej?”. Po jakimś czasie ta osoba zaczyna proponować mniej, bo nauczyła się, że bezpieczniej jest ich nie pokazywać.
Kolejnej osobie zależy na dobrych relacjach i długo potrafi dostosowywać się do innych. Mówi: „może być”, „jak chcecie”, „mi wszystko jedno”. Aż w pewnym momencie okazuje się, że wszyscy wokół wiedzą, czego chcą, tylko ona sama coraz mniej słyszy swoje potrzeby.
I jeszcze taka sytuacja: jest osoba, która ma potrzebę zrozumienia sensu tego, co robi. Chce wiedzieć: „dlaczego?”. Tymczasem na spotkaniach słyszy głównie: „tak ma być”, „bo takie są procedury”, „nie komplikujmy”, więc przestaje pytać i mówić, że coś jej nie pasuje. Milczy nawet wtedy, kiedy widzi rzeczy, które wymagają zmiany.
Kolejna osoba – z natury zdecydowana, dynamiczna, lubiąca działać. W pracy jednak trafia do miejsca, w którym każda decyzja musi przejść przez kilka osób. Z czasem zaczyna więc czekać na zgodę, zamiast decydować, ostrożniej podchodzić do działania i przygaszać swój naturalny pęd.
Każda z tych osób z nich się adaptuje i każda płaci za to trochę inną cenę.
Adaptacja nie jest problemem
Warto powiedzieć wyraźnie, że nie każda różnica między profilem naturalnym i adaptowanym jest powodem do niepokoju. Przecież wszyscy w jakimś stopniu dopasowujemy się do sytuacji. W pracy czasem trzeba mówić spokojniej. Czasem trzeba być bardziej konkretnym. Czasem trzeba uzbroić się w cierpliwość, choć naturalnie chcielibyśmy działać natychmiast. Dojrzałość nie polega na tym, żeby zawsze zachowywać się dokładnie tak, jak mamy ochotę. Umiejętność dostosowania się jest potrzebna. Problem zaczyna się wtedy, kiedy adaptacja trwa zbyt długo i wymaga od nas zbyt dużo energii.
Ciężkie buty założone na osiem godzin mogą być po prostu ubraniem, ale noszone niezmiennie przez kilka lat zaczynają ciążyć.
Kiedy adaptacja zaczyna kosztować
Koszt adaptacji nie zawsze jest widoczny od razu. To nie musi być wielkie wypalenie, spektakularny konflikt czy decyzja o odejściu z pracy. Czasem to po prostu coraz większe zmęczenie, mniejsza cierpliwość, brak entuzjazmu, poczucie, że „kiedyś chciało mi się bardziej”, unikanie spotkań, odkładanie decyzji. I również to charakterystyczne uczucie po powrocie do domu: „nareszcie mogę być sobą”.
Warto jednak uważać na zbyt daleko idące wnioski. Sama adaptacja nie oznacza, że dzieje się z nami coś złego ani że każda różnica między profilem naturalnym i adaptowanym prowadzi do problemów zdrowotnych. Może natomiast być sygnałem, że warto przyjrzeć się temu, ile energii kosztuje nas codzienne funkcjonowanie w określony sposób. Niekiedy to, co nazywamy zmęczeniem, ma swoją historię.
Dwa wykresy, jedna ważna informacja
Jedną z ciekawszych rzeczy w raporcie MaxieDISC jest możliwość zobaczenia profilu naturalnego i adaptowanego obok siebie. Nie trzeba więc opierać się wyłącznie na przeczuciu, że ostatnio nastąpiły jakieś zmiany. Możemy zobaczyć, w których obszarach nasze zachowanie najbardziej się przesuwa. Ta różnica może być bardzo dobrym początkiem rozmowy, ale nie takiej korygującej, lecz uważnej, w której zapytamy – dlaczego? Co sprawia, że w tym środowisku pracy potrzebujesz być bardziej stanowczy, spokojniejszy, mniej ekspresyjny, bardziej ostrożny albo bardziej ugodowy? Czy to świadomy wybór, czy wyuczony? A może po prostu tak długo się dostosowujesz, że zapomniałeś już, że można inaczej?
Ile kosztuje Cię Twoja zawodowa adaptacja?
Zrób mały eksperyment, kiedy wrócisz z pracy. Zwróć uwagę na pierwsze kilka minut po przekroczeniu progu: zaobserwuj, co się zmienia, jak mówisz, jak się poruszasz, o czym zaczynasz myśleć? Chodzi o różnicę między tym, kim jestem naturalnie, a tym, kim musisz lub nauczyłaś się być w pracy. Ile energii kosztuje Cię codzienna adaptacja? Od zauważenia tej różnicy może zacząć się bardzo ważna praca – najpierw nad lepszym rozumieniem siebie, a później także innych.
I chyba właśnie po to warto korzystać z narzędzi takich jak MaxieDISC. Nie po to, żeby przypinać ludziom kolorowe etykietki, lecz by lepiej rozumieć, co dzieje się z człowiekiem, kiedy wchodzi do pracy i dlaczego czasem tak bardzo różni się od tego, który wychodzi z niej wieczorem.
Chcesz sprawdzić, jak bardzo się adaptujesz? Wykonaj badanie MaxieDISC.

